Cyber-Szpiedzy

Kwestia bezpieczeństwa komputerowego, choć tak ważna dla osób prywatnych, w jeszcze większym stopniu przestrzegana być winna przez firmy i instytucje państwowe. Nie chodzi tylko o takie sprawy, jak historia z początku roku 2012, kiedy zawieszenie serwerów rządowych przez hackerów Donald Tusk kłamliwie określił jako… nadmierne zainteresowanie internautów tymi stronami i przeciążenie sprzętu. Chodzi też o sprawy dużo, dużo poważniejsze.

alles-schlumpf / Stock Photos

e-BEZPIECZEŃSTWO NARODOWE
Odpowiednia ochrona serwerów wszystkich instytucji państwowych leży w gestii bezpieczeństwa narodowego. I powinno być ono traktowane z najwyższym priorytetem. Do stracenia jest wiele, bo wypłynąć z państwowych baz danych mogą nie tylko prywatne i istotne dane obywateli (które mogą posłużyć różnej maści „drobniejszym” oszustom), ale też ważne tajne dokumenty dotyczące strategii obronnych państwa, różnych planów, tajnych układów, czy wręcz dane na temat siatki szpiegowskiej działającej na terenie innych państw. Wiele z tych danych może być nie tylko kompromitujących dla jednego państwa, ale i wywoływać napięcia na arenie międzynarodowej, czy wręcz otwarte konflikty, zarówno cybernetyczne, jak i realne.

Zresztą sam paraliż instytucji państwowych wpływa na ich prestiż i jakość pracy. Kiedy słynni ostatnimi czasy Anonimowi zablokowali strony rządowe Malezji, sparaliżowali w ten sposób działanie wielu instytucji użyteczności publicznej, co odczuli nie tylko urzędnicy, ale i sami obywatele.

Ważne dla bezpieczeństwa narodowego jest również to, by dobrze były chronione niektóre firmy, jak chociażby RSA produkująca systemy szyfrujące zarówno dla dużych korporacji zbrojeniowych, jak i agend państwowych. Włamanie takie pozwoliło przecież hackerom na późniejsze spenetrowanie komputerów przedsiębiorstw z czołówki branży, takich jak Lockheed Martin czy Northrop Grumman.

rafa2010 / Stock Photos

e-BEZPIECZEŃSTWO BIZNESOWE
Wcale nie mniej do stracenia mają firmy. „Dzięki” hackerom nawet największe i najlepsze korporacje mogą znacznie stracić na wiarygodności i ogólnie pojmowanej reputacji, choć różne wycieki z takich firm zwykle przechodzą obok uszu zwykłych obywateli, niewiele ich (przecież zupełnie niesłusznie) obchodząc. Jednak takie rzeczy nie mijają uszu menedżerów, którzy analizują tego typu dane przy doborze usługodawców czy producentów, bądź dobierając sobie wiarygodnych partnerów do współpracy. Co prawda trudno tego typu sytuacje przeliczyć na bezpośredni wpływ na zyski firm np. takich jak Sony, z której wyciekły dane 100 milionów klientów! Ale pewne jest to, iż wizerunek został nadszarpnięty. Uważać trzeba i na inne informacje, jak chociażby ta, że z platformy Steam wyciekły dane 35 milionów graczy, z kolei imperium obuwnicze Zappos niedostatecznie zabezpieczyło dane swoich 24 milionów klientek. Teoretycznie to żadna strata dla tych firm, bo czymże dla nich jest kilkanaście milionów danych niebiznesowych? Ale faktycznie reputacja takich firm może zostać mocno nadszarpnięta. A sami hackerzy mogą na tym zyskać wiele, na prawdę bardzo wiele. Dane 20 milionów ludzi można przecież spieniężyć na odpowiednich aukcjach, czy na czarnym rynku…

Bezpieczeństwo elektroniczne firm i instytucji państwowych? Zwykliśmy ignorować tego typu informacje, ale mają one przecież znaczny wpływ na nasze życie codzienne. Nikt chyba nie chciałby, aby ktoś dowolnie obracał jego danymi osobowymi. Warto zwracać na to uwagę, nawet w kontekście tego u kogo kupujemy produkty oraz usługi, a także jak wiele danych temu podmiotowi podajemy. Niestety, wobec niektórych podmiotów, mamy nieodwołalny obowiązek podawania swoich danych, w tym danych bardzo ważnych (np. podatkowych). Są to organy administracji rządowej… szkoda, że nie zapewniają nam one dostatecznego bezpieczeństwa.

Dodaj komentarz

Proszę pozostawić te dwa pola tak jak są: