Procesory Intel 386 i 486 w kosmosie

Współczesny internauta, przyzwyczajony do produkcji filmowych pokroju “Gwiezdnych wojen”, “Star Treka” czy “Battlestar Galactica”, zakłada zapewne, że latające wysoko nad naszymi głowami, już w przestrzeni kosmicznej, sondy badawcze, wahadłowce, czy satelity wyposażone są w najnowocześniejsze procesory, przetwarzające nieustannie napływające z wszechświata dane. Prawda jest jednak inna. Zupełnie inna.

Stuck in Customs /Free Photos

NAJDROŻSZY SERWIS KOMPUTEROWY

400 milionów dolarów jest sumą olbrzymią, ale jak na kosmiczne wyprawy nie jest to kwota nazbyt wygórowana. Tyle właśnie kosztowała obsługa serwisowa słynnego teleskopu Hubble`a. Wariactwem jednak wydaje się wymiana systemów mikrokomputera pokładowego, zbudowanego w oparciu o procesor Intel 80386 (szerzej znane jako po prostu “386″) na procesory… Intel 80486. W erze produktów z serii Core2Duo, Quad, i5 czy i7 wydaje się to być architekturą tak archaiczną, że wręcz prehistoryczną. Dlaczego więc stosuje się taką politykę informatyczną w misjach NASA wartych grube miliony dolarów?

Wimox /Free Photos

WADLIWA NOWOCZESNOŚĆ

Powodów jest wiele i w pewnym sensie mówią one o wadach współczesnych procesorów, choć ich moc obliczeniowa jest nieporównywalnie większa od produkcji z lat `90. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że współczesne procesory wypuszczane są na rynek bez głębszych testów, że błędy w ich architekturze wychodzą na jaw dopiero po kilku miesiącach czy nawet latach (sic!), wszystko powoli się wyjaśnia. Bo w kosmosie, właśnie w tych misjach wartych setki milionów dolarów, nie może być mowy o grubszych pomyłkach czy częstych awariach. W końcu procesory sterują większością istotnych procesów, w tym wzlotem i lądowaniem. Błąd = katastrofa (czyli śmierć załogi, strata sprzętu wartego miliony dolarów, strata czasu, a wreszczie anty-reklama zmniejszająca społeczne poparcie i przyzwolenie na tego typu misje). Na to nie może sobie pozwolić żadna agencja kosmiczna.

Nowsze procesory są też prądożerne (70 watt i więcej), a w kosmosie, gdzie za źródło prądu służą głównie panele fotowoltaiczne (o ograniczonej wydajności), trzeba być oszczędnym. Jednocześnie procesory z serii 386 i 486 nie wydzielają takich ilości ciepła jak współeczesne konstrukcje, a pozbycie się nadmiaru temperatury w kosmicznej próżni nie jest sprawą prostą.

NASA /Free Photos

ZBYT MAŁE NA KOSMOS

Jest jeszcze jedna sprawa, a dotyczy ona samej miniaturyzacji, której postęp nakręca współczesną branżę elektroniki. Wydawać by się mogło, że służy ona technologiom astronautycznym, w końcu dzięki temu zmniejszana jest masa wynoszona w kosmos, a zarazem zwiększana jest przestrzeń wewnątrz kosmicznych wehikułów… A jednak w tym przypadku konstruktorzy wahadłowców muszą iść w innym kierunku. Dzisiejsza produkcja procesorów odbywa się w technologii rzędu 60, 45 czy 32 nanometrów. To powoduje, że tranzystory są mocno zagęszczone i uszkodzenie drobnego ułamku procesora tak na prawdę powoduje zniszczenie wielu jego podsystemów za jednym razem. Bramki logiczne wewnątrz tranzystorów składają się często tylko z kilku warstw atomowych, co mocno wyczula takie procesory na działanie promieniowania kosmicznego. Tymczasem wymiary i w pewnym sensie toporność architektur Intela z serii 80386 i 80486 sprawiają, że wyśmienicie sprawdzają się one w przestrzeni kosmicznej. A ich zegary rzędu kilkunastu czy kilkudziesięciu MHz są wystarczające do wykonywania zadań niezbędnych w kosmosie (np. sterowanie silnikami). I patrząc na politykę współczesnych producentów procesorów, na ich wydajnościową gonitwę, na zaniedbywanie przeprowadzania wystarczającej liczby testów i prób, nie ma co się spodziewać większych zmian w konstrukcjach astronautycznych. Pozostaje nam tylko cieszyć się, że atmosfera otulająca kulę ziemską chroni nas przed zabójczym dla nowoczesnych procesorów promieniowaniem kosmicznym.

0 Komentarzy
KiepskieTakie sobieMoże byćBardzo dobreŚwietny tekst (Jeszcze nie oceniony)
Loading...

Dodaj komentarz

Proszę pozostawić te dwa pola tak jak są: